Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy na słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy na słodkości. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 marca 2015

Wegańskie ciasto cytrynowe z kremem kokosowym na przeprosiny

Nie jestem dobrą blogerką. Systematyczność to mój wróg number 1, dziewczyńskimi humorkami miewam wahania weny, chcę robić milion rzeczy naraz, po czym w rezultacie nie mam czasu na dopięcie wszystkiego. I jeszcze te prześladowania perfekcjonizmu - solidnie daje mi znać o jakości bloga. Osiągnięte cechy dobrej blogerki: zero. Wierzę jednak, że dobrym, wegańskim, zdrowym, słodkim i rozkosznym ciastem (przepis na dole) udobrucham Was i wrócicie do mnie. Kto by się gniewał przy takich słodkościach, prawda? Do tego, już pracuję nad nowymi tekstami i coraz częściej myślę o fotografowaniu swoich kulinarnych poczynań, żeby móc dzielić się z Wami smakami. Nie przedłużam, nie przedłużam, łapcie przepis! :)


 
Wegański biszkopt cytrynowy przełożony kremem kokosowym

2 szklanki mąki 
1 szklanka mleka roślinnego (używałam sojowe) 
 3/4 szklanki brązowego cukru 
1/2 szklanki oleju (rzepakowy lub winogronowy sprawdza się najlepiej)
 2 łyżeczki proszku do pieczenia 
otarta skórka z 2 sparzonych cytryn 
sok z 2 cytryn 
szczypta soli

krem: 200g wiórków kokosowych i mała puszka mleczka kokosowego mocno schłodzonego


Sok z cytryny i skórkę z cytryny mieszamy z olejem i mlekiem, następnie dodajemy cukier i miksujemy na gładką emulsję. W większej misce mieszamy mąkę, proszek i szczyptę soli, następnie do suchych składników dodajemy mokre. Wszystko wlewamy do foremki posmarowanej olejem i pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 40-45 minut. W międzyczasie przygotowujemy krem do ciasta -  wszystkie składniki bardzo dokładnie blendujemy na gładką masę. 
Kiedy ciasto się upiecze i wystygnie, kroimy je na pół, nakładamy krem, przykrywamy i próbujemy!

piątek, 22 sierpnia 2014

muffinki z jabłkami i daktylami (beztłuszczowe)

czuję jesień. jadę rowerem, już w bluzie i długich spodniach, dłonie marzną mi od wiatru, złote liście szeleszczą wokół kół. mam ochotę na same ciepłe dania, coraz więcej herbat, cynamon, babciny jabłecznik, ciasto marchewkowe lub placek ze śliwkami. tymczasem spontanicznie biegnę do pobliskiego sklepu, kupuję, co brakuje w szufladach, by już zaraz mieszkanie również zapachniało ciepłą, przyjemną jesienią. to dopiero mały początek! 


zawsze kiedy próbowałam eksperymentować z beztłuszczowymi lub mniejtłuszczowymi wypiekami, szczerze przyznaję, średnio wychodziły. już prawie się poddałam, kiedy trafiłam na przepis od Waniliowej Chmurki. inspirowałam się przepisem na ciasto, zaś smakowy dobór wyszedł całkiem spontanicznie. muffinki są mięciutkie, sprężyste, aromatyczne, po prostu dobre. robi je się zniewalająco szybko i dość długo zachowują świeżość, lecz i tak najlepiej przecież zjadać po chwilowym ostudzeniu. 


przepis na 6 sztuk:

- 175g mąki (dałam pół na pół pszenną tortową i orkiszową*)
- 1 jajko
- pół szklanki mleka
- 120g cukru trzcinowego
- pół łyżeczki cynamonu
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 duże jabłko (polskie! :) )
- garść daktyli (ew. rodzynek/żurawiny)

piekarnik rozgrzewamy do 200*C.
jajko, mleko i cukier  mieszamy w mniejszej misce. w większej mieszamy mąkę, proszek do pieczenia i cynamon. tworzymy zgłębienie w centrum i wlewamy tam mieszankę mleczno-jajeczną, dokładnie mieszamy.
jabłko kroimy w kostkę, daktyle na mniejsze części i łączymy z pozostałymi składnikami.
masę przelewamy do muffinkowych foremek i pieczemy 30 minut. studzimy na kratce, możemy podawać posypane cukrem pudrem.

*zamiast orkiszowej można użyć pszennej pełnoziarnistej lub tylko pszennej


akcja:
Jedz polskie jabłka

niedziela, 6 lipca 2014

wegańskie ciasto bananowe z jagodami




na niedzielę. na wakacje. chill out na tarasie (balkon i parapet też się liczy!), nad morzem lub w pociągu do wspaniałej pracy ;)
ukochany sezon jagodowy w pełni.

wegańskie ciasto bananowe z jagodami
(1 keksówka)
(wszystkie składniki w temperaturze pokojowej)

1,5 szklanki mąki (u mnie szklanka orkiszowej i pół szklanki pełnoziarnistej, polecam)
1/3 szklanki cukru trzcinowego
1/4 szklanki delikatnego oleju (z pestek winogron lub rzepakowy)
1/2 szklanki mleka sojowego
2 dojrzałe banany
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki jagód
szczypta soli

w mniejszej miseczce wymieszać suche składniki (mąkę, proszek i sól), a w większej połączyć cukier z olejem. banany dobrze rozgnieść lub nawet zblenderować na mus, dodać do większej miski razem z mlekiem. suche składniki przełożyć do mokrych i wszystko razem porządnie wymieszać łyżką. na koniec dodać umyte jagody i delikatnie wymieszać. przelać masę do keksówki.
piekarnik nagrzać do 180*C i piec przez 45 minut.


poniedziałek, 21 kwietnia 2014

lekki sernik wiedeński


kto mnie zna ten wie - przepadam za wszelkimi sernikami! ale to klasyka i prostota gatunku zachwyca mnie najbardziej. eksperymenty eksperymentami, czasem fajnie jest odskoczyć w nowe, dziwno-fajne smaki, ser zamienić w kawową czekoladę lub pomarańczową pinocoladę, lecz tylko czasem. za to z klasykami smakowymi jest jak z klasykami (na przykład) ciuchowymi - zawsze w modzie, nigdy się nie znudzą. nie często jadam słodkości, więc jak już nadarzy się (nie)okazja to tym bardziej ciągnie mnie do znanych i ulubionych smaków.
to właśnie sernik wiedeński kojarzy mi się z jednym z największych klasyków serowego ciasta, oczywiście razem z krakowską wersją. ciasto jest mocno twarogowe, a w dodatku bez spodu, co jeszcze wzmacnia serowość, nie jest mocno puszysty, ale również nie jest za bardzo zwarty, czyli gdzieś pomiędzy puszystością, a zwartością, w swoim naturalnym miejscu. ponadto jest lekki, nietłusty (śmietanka kremówka została zastąpiona) i nie za słodki. ogromnie bardzo mi smakuje (tak ogromnie, że siłą powstrzymuję się przed pożarciem wszystkiego, chociaż mam świadomość, że mój mały żołądek pękłby przeciwstawiając się mi), a najbardziej z rodzynkami, choć na zdjęciu ich brak na prośbę Mamy, która potem pożałowała swojej prośby (i weź tu dogódź własnej Mamie!), więc tym bardziej polecamy nie omijać rodzynek i dodać chociaż troszkę. :)


lekki
sernik wiedeński
(tortownica 

- 1 kg sera zmielonego
- 1 szklanka cukru trzcinowego*
- 200ml jogurtu naturalnego
- 3 jajka
- 3 łyżki mąki ziemniaczanej, pszennej lub budyniu śmietankowego
- 40g rodzynek

- 2 kostki gorzkiej czekolady 90%

rodzynki sparzyć wrzątkiem i odstawić. czekoladę zetrzeć na tarce na drobne wiórki. 
ser utrzeć z cukrem, dodać jogurt, zmiksować. dodawać pojedynczo jajka (powinny być w temperaturze pokojowej) i po każdym krótko miksować. na końcu dodać mąkę i krótko wymieszać. tuż przed wlaniem masy do formy dodać, odsączone z wody, rodzynki i wymieszać. do przygotowanej tortownicy wlać masę, na koniec posypać sernik czekoladą. wstawić do piekarnika nagrzanego do 160*C, a na dolnej półce ustawić naczynie żaroodporne z wrzącą wodą. piec ok. 50-60 minut. po upieczeniu zostawić sernik w zamkniętym piekarniku na kilka godzin by tak powoli się studził i by zapobiec opadnięciu. 

*najlepiej gdy cukier jest w formie cukru pudru, lecz nie jest to konieczną koniecznością. kiedy nie masz dostępu do zakupu cukru pudru trzcinowego można samemu go zmielić, albo dodać zwykły drobny trzcinowy.


akcje kulinarne:

sobota, 8 marca 2014

pieczony... jogurt!


czuję, że ten mały, niepozorny deserek może skraść Wasze serce. jest mały, ale cieszy równie bardzo jak duża porcja zwykłego ciasta, a może nawet bardziej. ja lubię takie małe-duże przyjemności. dla miłośników dietetycznych deserów to ideał, a dla innych może coś nowego i inspirującego? jogurt świetnie znosi pobyt w piekarniku, co więcej - nabiera kremowej esencji, puszystości i delikatności. po cichu można go nazwać al'a serniczkiem, czyli... jogurnik? :)
słodko, lekko i przyjemnie. zapraszam po przepis!

pieczony jogurt
(inspiracja: breakfast's time)
(1 porcja)

- 250g jogurtu naturalnego (około 10 sporych łyżek)
- 1 białko
- 1 łyżka cukru trzcinowego
- ziarenka z 1/4 laski wanilii

białko ubić na pianę, dodać jogurt, cukier i ziarenka z laski wanilii. zmiksować na gładką masę, przelać do kokilki i zapiekać 40 minut w 180*C.

sobota, 18 stycznia 2014

maślankowy placek waniliowy z konfiturą malinową

być zapracowanym robiąc coś co się lubi - to najlepiej spędzony czas. zwłaszcza, gdy nie robi się tego samemu, a gdy towarzyszą przy tym uśmiechy, śmiechy i rozmowy.
piekarnik rozgrzany jest dziś do czerwoności, piecze najpierw słodkie, delikatne ciasto, potem słone, zdrowe bułeczki. ja przygotowuję rozczyn drożdżowy, odstawiam i razem zabieramy się za szybką masę na ciasto. placek wkładamy do piekarnika, a następnie łapiemy się za drożdże, które już prawie prawie wylatują z rondelka, do którego wcześniej je dałam. rosną jak na drożdżach, a czy to aby nie magia? uwielbiam patrzeć jak ciasta wyrastają, jakby w oka mgnieniu, jakby czas nie istniał.
 maszyna wyręcza ręce w wyrabianiu ciasta, trochę się męczy i przegrzewa, ale w sam raz zdąża, ciasto jest dobre, może już iść poleżeć w ciepełku pod ściereczką. my w tym czasie odpoczywam przy serialu, z kubkiem ulubionej herbaty, a gdy wracamy do ciasta, zajmuje ono już nie prawie pół, a całą miskę! idealnie! zostało tylko zrobienie posypki i pieczenie.
gdzieś w między czasie wyciągnęło się ciasto z piekarnika, nie spaliło się w natłoku kulinarnej pracy. pachnie pięknie. i smakuje słodko, delikatnie, a przy tym dość wilgotnie. bardzo lubię wilgotne ciasta. na brak malin radzę sobie z konfiturą malinową, ale równie dobrze możecie użyć dżemu malinowego, a w sezonie obowiązkowo świeżutkie maliny!


maślankowy placek waniliowy
z konfiturą malinową
(inspiracja: makaron i rodzynka)


1 szklanka maślanki
2 jajka

1 szklanki cukru
miąższ z połowy laski wanilii
1/2 szklanki oleju
2 szklanki mąki pszennej i 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej (można dać tylko pszenną)
3 łyżeczki proszku do pieczenia
kilka łyżek konfitury malinowej


Cukier i jajka zmiksować razem, dodać maślankę, olej, mąkę, proszek do pieczenia i miąższ z laski wanilii. Na ciasto wyłożyć konfiturę, uważać by w jedno miejsce nie dać jej za dużo, by nie przeciążyć placka. Piec ok. 40 minut 180 stopniach.


czwartek, 26 grudnia 2013

murzynek klasyczny

po murzynku wegańsko-dietetycznym (<-- klik klik) przyszedł czas na murzynek klasyczny. pieczony przeze mnie i przez Mamę od wielu lat. do każdego okruszka zawsze zjedzony i chętnie wybierany spośród kilku rodzai ciast. ważne, żeby składniki podczas gotowania dodawać po kolei, tak jak napisałam, by zapobiec walce z rozmieszaniem grudek.
ciasto to nie jest dietetyczne, ani super zdrowe, ale jeśli nie przejmujesz się kaloriami, dietami i innego tego typu rzeczy, albo może chociaż raz na jakiś czas lubisz zrobić sobie ucztę, to polecam. osobiście tęsknię do wszystkich dzieci na świecie, które ukradkiem wkradają się do kuchni i zlizują palcem polewę, albo odrywają kawałek ciasta, a przy świątecznym stole bez skrupułów zajadają. czasem dobrze jest nie poznać świata do końca. po co ludziom jest wiedza o kaloriach i zawartości tłuszczu? czasem myślę, że gdyby rynek nas tym nie karmił to może wcale nie byłoby w świecie wielkich problemów związanych z odżywianiem. bo nikt by nie wiedział, że to jedna kaloria więcej lub większa zawartość tłuszczu niby może szkodzić, nikt by nie dręczył swoich myśli tym. wierzę, że nastawienie potrafi wiele zdziałać, a rynek konsumpcyjny zna się na tym najbardziej i zrobi wszystko, by nasze nastawienie było jak najlepsze dla nich, nie dla nas samych.
przy okazji poprosiłabym o mniej konserwantów, a więcej naturalności i życie byłoby normalniejsze, czyż nie?
tęsknię i chętnie cofnęłabym się do dawnych czasów. gdybym mogła cofnęłabym się nawet dalej niż moje czasy dzieciństwa. daleko dalej.


murzynek klasyczny
(przepis Mamy)
(1 mała keksówka)

- 200g margaryny lub masła
- 1/2 szklanki mleka
- 3 czubate łyżki prawdziwego kakao
- 1 i 1/2 szklanki cukru
- 1 i 1/2 szklanki mąki
- 3 jajka
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia









margarynę lub masło rozpuszczamy w dużym garnku. do rozpuszczonego dodajemy mleko, następnie cukier i na końcu kakao. zagotowujemy cały czas mieszając, by kakao nie zamieniało się w grudki. gotujemy około 5 minut. odlewamy 1/2 szklanki, a resztę masy studzimy.
do ostudzonej masy dodajemy resztą składników (mąka, jajka, proszek do pieczenia), wszystko razem dokładnie miksujemy (masa będzie bardziej rzadka niż gęsta). piekarnik nagrzewamy do 180*C i pieczemy przez 40 minut.

akcja:
Wigilia 2013




wtorek, 24 grudnia 2013

murzynki dwa: klasyczny i wegański-dietetyczny

to już dziś wigilia, dwa dni świąt, kilka dni wolnego i nowy rok. ani trochę się nie cieszę.
chociaż udane wypieki umieją poprawiać humor. murzynek jest u mnie tradycją na święta, piekłam go zawsze z Mamą od najmłodszych lat, kiedy jeszcze rękami ledwo dosięgałam do garnka stojącego na gazie, w którym trzeba było początkowe składniki mieszać, by nie robiły się grudki. wspomagałam się krzesłem, potem miksowała resztą składników, a Mama odpowiedzialna była za ich proporcje. potem tylko co kilka minut bieganie do piekarnika i patrzenie jak ciasto rośnie i rośnie. "ja też chciałabym tak rosnąć", myślałam. w tym roku mam dla Was dwa murzynki, ten klasyczny pochodzący z dawnych lat i wegański, a zarazem dietetyczny, równie pyszny i obłędnie czekoladowy. jest trochę bardziej wilgotny oraz mocniej kakaowo-gorzki niż kakaowo-słodki, co dla mnie idzie na ogromny plus tego ciasta, ale jeśli nie przepadacie za mocno gorzką czekoladą dodajcie trochę więcej cukru.



wegański-dietetyczny MURZYNEK
(inspiracja: jadłonomia.com)
(1 mała keksówka)

- 2 dojrzałe banany
- 1 i 1/3 szklanki mąki (dałam 1 szklankę pszennej i 1/3 szklanki pszennej razowej)
- 1/3 szklanki prawdziwego kakao
- 1/3 szklanki oleju rzepakowego
- 1/3 szklanki cukru trzcinowego
- 1/3 szklanki mleka sojowego
- pół tabliczki dobrej gorzkiej czekolady (50g)

+ polewa: pół tabliczki gorzkiej czekolady (użyłam takiej z orzechami) (50g), łyżka mleka sojowego

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. 
Czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w mikrofali. Do rozpuszczonej czekolady dodajemy olej, cukier i dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy mleko oraz bananowe puree i wszystko mieszamy na gładką masę. 
W mniejszej misce łączymy mąkę, kakao, proszek do pieczenia i sól. Dodajemy suche składniki do mokrych i mieszamy aż do uzyskania gładkiej masy (będzie ona dosyć gęsta), którą przekładamy do małej keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.
Ciasto wsuwamy do piekarnika i pieczemy przez 35-40 minut. Na końcu pieczenia sprawdzamy wykałaczką czy ciasto nie jest mokre w środku, jeśli jest możemy zostawić je na 3-5 minut dłużej. Po upieczeniu studzimy na kratce, a w międzyczasie przygotowujemy polewę. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w mikrofali, następnie łączymy z mlekiem. Polewę rozsmarowujemy na ostudzonym murzynku, a kiedy zastygnie delikatnie kroimy i zajadamy (najlepiej przy kubku gorącego mleka lub ulubionej kawy).

akcje:

 ***
właśnie się zorientowałam, że murzynek powędrował na konkurs jako mazurek. kill me, please. w razie czego murzynek przecież może też udawać mazurka, prawda? 

***
przepis na klasyczny murzynek TUTAJ

***
życzę Wam dużo radości, rodzinnej atmosfery i pyszności na stole. i niech pod choinką czekają na Was wymarzone prezenty.

piątek, 20 grudnia 2013

pierniczkowe ciastka

nie będę Was oszukiwać, że ciasteczka te świetnie zastąpią prawdziwe pierniki. pierniczki są i będą najlepszą wersją korzennych ciasteczek (zwłaszcza te, które przygotowuje się znacznie wcześniej od terminu ich pieczenia i konsumowania). ogromnie żałuję, że się za takowe nie zabrałam, ale obiecuję poprawę za rok. nawiasem mówiąc, (możecie mnie wyśmiać) ale jeszcze bardziej żałuję, że nie pamiętam bym kiedykolwiek jadła prawdziwego domowego piernika czy pierniczki. chyba nie zapisał się on u mnie w świąteczną tradycję. zawsze jest murzynek, sernik i coś z makiem, czasem też szarlotka. a o piernikach słuch zaginął. to trochę tak jak z zupami wigilijnymi. jedni jedzą barszcz czerwony, inni biały, a jeszcze inni słodką zupę migdałową. co rodzina, to kolejne i nowe tradycje. intrygujące w tradycji świąt jest to, że niby wszystko jest takie samo, a jednak inne.
wracając na ziemię i do tematu ciastek - jeśli Wy również nie zdążyliście z prawdziwymi piernikami to takie ciasteczka przydadzą się na pewno i każdym smakoszom słodyczy posmakują.


pierniczkowe ciasteczka
(przepis własny)
(około 13-15 sztuk)

- 150g mąki
- 40g cukru trzcinowego
- 2 łyżki miodu
- 1 łyżeczka przyprawy do piernika
- 1 łyżeczka cynamonu
- 2 łyżki kakao
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 50g masła śmietankowego
- 1 jajko


mąkę mieszamy z przyprawą do piernika, cynamonem, kakao oraz proszkiem do pieczenia. masło roztapiamy z cukrem trzcinowym i miodem. trochę przestygnięte dodajemy do wcześniej wymieszanych składników razem z jajkiem i miksujemy przez około 3 minuty. z ciasta formujemy w rękach kulki splaszczając je potem w okrągłe placki. pieczemy w 180*C przez 15 minut.



Akcje:
Ciastka i ciasteczka Sylwester 2013 
Z cynamonem 2013


A NA KONIEC.
BARDZO PROSZĘ WAS O GŁOSY W FORMIE KLIKNIĘĆ "LUBIĘ TO" TUTAJ <- klik klik

środa, 18 grudnia 2013

orkiszowe, maślane ciasteczka z rodzynkami

pyszne
chrupiące
kruche
słodkie
zdrowe
maślane przyjemności
znikające w oka mgnieniu. nie zdążyłam nawet zrobić wielu zdjęć, bo okazało się, że nie ma już co fotografować.

dobre na przekąskę do szkoły, pracy, na film, na prezent (pomysł by do prezentu dołączać jakąś słodycz z domowego wyrobu sprawdza się idealnie i cieszy bardziej niż kupna czekolada, sprawdzone na wielu osobach!), na imprezę, na świąteczny stół by móc nie tylko objadać się ciężkimi ciastami, ale podgryźć też coś lżejszego i zdrowszego, a równie słodziutkiego.
mi osobiście na święta zawsze brak lżejszej alternatywy, dlatego postanowiłam być za nią odpowiedzialna i z chęcią podzielę się z Wami tyloma przepisami z iloma zdążę do świąt.



orkiszowe, maślane ciasteczka
z rodzynkami

(przepis własny)
(około 25 dużych sztuk)

- 450g mąki orkiszowej
- 200g prawdziwego masła
- 200g cukru (najlepiej trzcinowego)
- 1 malutkie jajko
- 80g rodzynek
- łyżeczka proszku do pieczenia
- szczypta soli

mąkę, cukier, jajko, proszek do pieczenia i szczyptę soli miksujemy. masło całkowicie roztapiamy i dodajemy do ciasta. ponownie miksujemy, robimy to tylko chwilę tak aby masło dokładnie połączyłą się z ciastem. na koniec łyżką mieszamy z rodzynkami.
piekarnik nastawiamy na 180*C. na papier do pieczenia lub dużą blachę wykładamy ciasteczka formując z nich okrągłe, niecienkie placki. pieczemy przez 15 minut.



akcje:
Ciastka i ciasteczka Świąteczne prezenty Sylwester 2013

niedziela, 17 listopada 2013

migdałowy mini serniczek


nie lubię cieni na zdjęciach, ale one są, aparat niechętnie przymruża na nie oko choćbym nie wiem co robiła i jak bardzo go błagała. a błagam mocno (i ładnie), uwierzcie. do przerabiania zdjęć się nie nadaję więc rzadko robię coś spektakularnego w tej dziedzinie. a może powinnam poczytać coś o kursie przerabiania? usuwania cieni? da się?

a więc serniczek na śniadanie. jednoporcjowo idealny. nie chce Ci się albo nie masz czasu piec całej blachy ciasta? wiesz, że całej blachy i tak nie zjesz i jedzenie się zmarnuje? nie masz ochoty, żeby ciasto przechowywane później w lodówce ciągle Cię kusiło? zrób jednoporcjowy serniczek z mojego przepisu :) żaden grzech, żadne marnowanie, a za to 100% satysfakcji smaku.naturalnie migdałowy aromat to strzał w dziesiątkę!


migdałowy mini serniczek
(przepis własny)
(1 porcja)

- 200g twarogu zmielonego*
- 5 łyżek mielonych migdałów
- 1 białko jajka
- torebka cukru waniliowego

piekarnik nastawiamy na 180*C. mieszamy ze sobą wszystkie składniki, przekładamy do kokilki lub innego naczynia żaroodpornego i wkładamy do nagrzanego piekarnika zmniejszając temperaturą na 150*C. pieczemy 25-20 minut.
* uwielbiam serniki z prawdziwego twarogu, dlatego używałam prawdziwego twarogu, który rozdrabniałam widelcem na gładszą masę, potem mieszając z innymi składnikami twaróg jeszcze bardziej przybiera gładszą konsystencję chociaż wiadomo nie jest on wtedy tak gładki, jak taki prawdziwie mielony. nie umniejsza to smaku, a wręcz moim zdaniem taki jest lepszy. można jednak twaróg po prostu samemu zmielić, można też użyć twarogu na serniki z wiaderka.



Akcje:

W orzechowym raju 2 Twarogowe słodkości  Mąka migdałowa

sobota, 19 października 2013

gruszkowy chlebek z rodzynkami

nie było w domu bananów, ani dyni do stworzenia sławnych chlebków o ich smakach. trochę za późna godzina na pobiegnięcie do pobliskiego sklepu i zakup.
w misce jednak chowały się gruszki. więc będą gruszki!

bo nareszcie sobota. nareszcie relaks.
na śniadanie w formie dwuporcjowej, dla mnie i dla Mamy. śmiało jedno możecie robić z tego jedną dużą porcję.

pełnoziarnisty chlebek gruszkowy z rodzynkami
(przepis własny)
(2 porcje)

- 150g mąki pszennej razowej
- 3 małe gruszki (około 250g)
- 1 jajo
- garść rodzynek
- łyżka miodu
- szczypta cynamonu
- łyżeczka proszku do pieczenia

mąkę łączymy z proszkiem, jajem, miodem, rodzynkami i cynamonem. gruszki ścieramy drobno na tarce i dodajemy do ciasta. dokładnie mieszamy.
piekarnik nagrzewamy do 180*C. pieczemy przez 30 minut.
chlebek genialnie smakuje na ciepło z roztapiającym się masłem lub miodem. jednakże zjadanie solo też polecam.




niedziela, 13 października 2013

cynamonowe racuchy ze śliwkami

bardzo miło jest rano spędzić czas w doborowym towarzystwie z doborowym śniadaniem. nawet jeśli dzieje się to przez internet, wspólny poranek wprowadza ogromne cienie radości. kto wie, może kiedyś będzie bardziej wspólny niż wspólny wirtualnie?
dziś razem z M.
po raz drugi.
po raz pierwszy było ciasto jogurtowe z dżemem (mam jeszcze jego zdjęcia. może nawet go Wam pokażę?)
dziś racuchy. że śliwkami, z cynamonem, z cukrem pudrem. na drożdżach. uwielbiam ten widok kiedy ciasto, które pozostawiłam do wyrośnięcia nagle prawie wypływa z miski, choć wcześniej było go do połowy. kiedyś bałam się drożdży, teraz je bardzo lubię.


rozpływają się w ustach. a, gdy usmażycie za dużą porcję... dokładka musi być!


cynamonowe racuchy ze śliwkami
(przepis od babci, zmodyfikowany dodatkiem śliwek i cynamonu)
(ok. 25 sztuk)
100g mąki pszennej
150g mąki pszennej razowej (lub innej pełnoziarnistej)
250ml mleka
1/3 kostki drożdży (cała kostka miała 100g)
8 łyżek cukru (lub miodu, stewi, co kto lubi)
1,5 łyżeczki cynamonu
4 większe śliwki

mleko podgrzewamy, żeby było ciepłe, ale nie za gorące. wszystkie inne składniki oprócz śliwek łączymy. drożdże kruszymy do ciepłego mleka, mieszamy, żeby się rozpuściły i wlewamy do reszty połączonych składników. dokładnie mieszamy i odstawiamy na 30 minut do (magicznego) wyrośnięcia. w tym czasie kroimy śliwki dosyć drobno i po etapie wyrastania łączymy je z ciastem. mieszamy tylko kilka razy i później już nie, żeby ciasto nie opadało. smażymy placuszki, a gotowe obficie posypujemy cynamonowym cukrem pudrem (cynamon+cukier puder)




czwartek, 8 sierpnia 2013

deser na ochłodę. mrożony mus truskawkowy

czy u Was też znowu królują truskawki? no, może nie królują, ale zajmują duże miejsce na targu, jak i ciekawość kupujących. szczerze powiedziawszy te truskawki są lepsze niż te, które były w sezonie, nad czym ubolewam, bo jednak teraźniejsze są troszkę drogie.

ten deser jak ulał wpasowuje się na upały. nawiasem mówiąc ja ledwo żyję. bez włączonego w domu wiatraku nie wytrzymują za długo. a rano budzę się zgrzana i zduszona duchotą w powietrzu, która budzi mnie ostatnio trochę wcześniej i już nie chce dać spać. otwarte okno wcale nie pomaga. z drugiej strony ledwo żyję przez alergię, kicham jak szalona! rano, wieczorem, po południu mniej. jednak pomimo tych wszystkich niewygód, uwielbiam lato, ciepło, nietrzęsące ręce i wszystkie inne partie ciała, jak to bywa w zimie, a przede wszystkim uwielbiam targ pełen jagód, truskawek, malin, fasolki szparagowej, młodych ziemniaczków, czy młodej cukinii. nic tylko kupować i kupować! i pozbywać się pieniążków. ale w końcu to tylko raz w roku są tak dobre warzywa i owoce.

MROŻONY MUS TRUSKAWKOWY z jogurtem
(1 porcja)

duża garść truskawek (około 10 dużych truskawek)
łyżka cukru trzcinowego/miodu
5 łyżek jogurtu naturalnego/greckiego/śmietany

Truskawki z cukrem blenderujemy na mus i zamrażamy. Po godzinie (lub troszkę wcześniej) wyjmujemy i dokładnie, energicznie mieszamy (lub też znowu blenderujemy, jeśli mus mocno się zmroził). Wkładamy do zamrażalnika na następne 30-60 minut (zależy jak bardzo zmrożony deser chcecie mieć), wtedy mus będzie już gotowy, jeszcze raz go energicznie mieszamy i przekładamy do kufelków, czy miseczek. Najpierw wlewamy trochę musu, potem zimny jogurt i na koniec znowu resztę musu. Można udekorować bitą śmietaną, której ja akurat nie miałam, ale jestem pewna, że doda wiele smaku do deseru. 


Smacznego ochładzania się!  
A może Wy także polecicie mi coś dobrego dla ochłody? :)

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

pudding pełen jagód


wiem, że miał być przepis na coś innego. wygrał mrożony jogurt, ale pomyślałam, że szaleństwo jagodowe jest już bliskie końca i szybko przedstawię Wam moje dzisiejsze (jedno z lepszych) śniadanie. nie mogę uwierzyć, że to już prawie koniec jagód. prawie koniec wakacji. prawie koniec lata. wszystko co dobre kiedyś się kończy, czy nie tak mówi sławne powiedzenie? tak szybko czas leci, nieustannie biegnie nie zważając na potykających się ludzi, nienadążających. chciałam jeszcze upiec ciasto, albo sernik z jagodami, jak i jagodzianki. ale chyba już nie zdążę ze wszystkim. w pierwszej kolejności stoją jagodzianki, wprost muszę je zrobić, dlatego zaraz zejdę po rower i pojadę na rynek po cały litr tych pięknych owoców.


























czasem sobie myślę, że moje uwielbienie jagód to przez moje imię. Jagoda nie lubiąca jagód? to chyba byłby paradoks! a co do puddingu, żeby w słowach go też trochę zawrzeć, nie tylko na zdjęciach i w przepisie to jest naprawdę pyszny, delikatny i chłodny. w sam raz na upały. cały pełen słodko-kwaśnych jagódek, które w połączeniu z kremową kaszą manną dały efekt bardzo smaczny i jestem pewna, że ten pudding nie jest moim pierwszym, jak i ostatnim. będzie ich jeszcze wiele!


PUDDING Z KASZY MANNY PEŁEN JAGÓD
(1 porcja)

- 3 łyżki kaszy manny
- pół szklanki mleka
- pół szklanki wody 
- pół szklanki jagód
- opcjonalnie coś do posłodzenia, lub syrop klonowy/miód do polania puddingu (ja polałam syropem klonowym, polecam!)

Mleko mieszamy z wodą i wlewamy 3/4 płynu do rondelka i zagotowujemy. W pozostałej części płynu mieszamy dokładnie kaszę mannę. Gdy mleko z wodą w rondelku zaczną się gotować to wlewamy mannę (jeśli słodzimy to w tym momencie także dodajemy coś do posłodzenia), zmniejszamy ogień na mały i gotujemy aż bardzo zgęstnieje. Co jakiś czas mieszamy, żeby nie przypalić rondelka. Kiedy kasza będzie już gęsta zostawiamy ją do wystygnięcia. Możemy też ją co jakiś czas pomieszać, żeby nie robiły się kluski na powierzchni. Do wystygniętej kaszy wsypujemy umyte jagody i całość mieszamy. Taką kaszkę przekładamy do miseczki, przykrywamy talerzykiem/folią spożywczą i przekładamy na całą noc do lodówki. Rano mamy gotowe śniadanie, które możemy przełożyć na talerzyk lub zajadać od razu z miseczki. Opcjonalnie polewać miodem lub syropem klonowym. Smacznego! :)





Kaszka manna w roli głównej