Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy wegańskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy wegańskie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 marca 2015

Wegańskie ciasto cytrynowe z kremem kokosowym na przeprosiny

Nie jestem dobrą blogerką. Systematyczność to mój wróg number 1, dziewczyńskimi humorkami miewam wahania weny, chcę robić milion rzeczy naraz, po czym w rezultacie nie mam czasu na dopięcie wszystkiego. I jeszcze te prześladowania perfekcjonizmu - solidnie daje mi znać o jakości bloga. Osiągnięte cechy dobrej blogerki: zero. Wierzę jednak, że dobrym, wegańskim, zdrowym, słodkim i rozkosznym ciastem (przepis na dole) udobrucham Was i wrócicie do mnie. Kto by się gniewał przy takich słodkościach, prawda? Do tego, już pracuję nad nowymi tekstami i coraz częściej myślę o fotografowaniu swoich kulinarnych poczynań, żeby móc dzielić się z Wami smakami. Nie przedłużam, nie przedłużam, łapcie przepis! :)


 
Wegański biszkopt cytrynowy przełożony kremem kokosowym

2 szklanki mąki 
1 szklanka mleka roślinnego (używałam sojowe) 
 3/4 szklanki brązowego cukru 
1/2 szklanki oleju (rzepakowy lub winogronowy sprawdza się najlepiej)
 2 łyżeczki proszku do pieczenia 
otarta skórka z 2 sparzonych cytryn 
sok z 2 cytryn 
szczypta soli

krem: 200g wiórków kokosowych i mała puszka mleczka kokosowego mocno schłodzonego


Sok z cytryny i skórkę z cytryny mieszamy z olejem i mlekiem, następnie dodajemy cukier i miksujemy na gładką emulsję. W większej misce mieszamy mąkę, proszek i szczyptę soli, następnie do suchych składników dodajemy mokre. Wszystko wlewamy do foremki posmarowanej olejem i pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 40-45 minut. W międzyczasie przygotowujemy krem do ciasta -  wszystkie składniki bardzo dokładnie blendujemy na gładką masę. 
Kiedy ciasto się upiecze i wystygnie, kroimy je na pół, nakładamy krem, przykrywamy i próbujemy!

niedziela, 6 lipca 2014

wegańskie ciasto bananowe z jagodami




na niedzielę. na wakacje. chill out na tarasie (balkon i parapet też się liczy!), nad morzem lub w pociągu do wspaniałej pracy ;)
ukochany sezon jagodowy w pełni.

wegańskie ciasto bananowe z jagodami
(1 keksówka)
(wszystkie składniki w temperaturze pokojowej)

1,5 szklanki mąki (u mnie szklanka orkiszowej i pół szklanki pełnoziarnistej, polecam)
1/3 szklanki cukru trzcinowego
1/4 szklanki delikatnego oleju (z pestek winogron lub rzepakowy)
1/2 szklanki mleka sojowego
2 dojrzałe banany
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki jagód
szczypta soli

w mniejszej miseczce wymieszać suche składniki (mąkę, proszek i sól), a w większej połączyć cukier z olejem. banany dobrze rozgnieść lub nawet zblenderować na mus, dodać do większej miski razem z mlekiem. suche składniki przełożyć do mokrych i wszystko razem porządnie wymieszać łyżką. na koniec dodać umyte jagody i delikatnie wymieszać. przelać masę do keksówki.
piekarnik nagrzać do 180*C i piec przez 45 minut.


środa, 2 lipca 2014

szczypta weny, bataty i szpinak

pewnego dnia, w pewnym sklepie, zadowolona z siebie, w końcu trafiłam na bataty. bez namysłu zabrałam kilka do koszyka, nie zważając na ich cenę, a w głowie planując już nowy przepis! tak właśnie zaplanowałam poniższe placki, jednak opisana wyżej przygoda miała miejsce dobre półtora miesiąca temu. bataty musiały się więc naczekać, bo ani razu przez ten czas nie było odpowiedniego na nie czasu, wliczając w to zapominanie o nich, albo po prostu brak ochoty. cała ja. ostatnio miałam ochotę na sernik, kupiłam kilo sera w przecenie, ale w domu okazało się, że nie mam ochoty stać przy garach, piekarniku i wogóle w kuchni. (z sera wyszedł pyszny koktajl sernikowy za to). czasem jednak po czasie, po namyśle i z większą weną wychodzą lepsze rzeczy niż te, które w przypływie nagłej, dziwnej ochoty lub zwykłej chęci zabicia czasu robi się na szybko, byleby było, byleby zrobić. 
dzisiejsze placki są więc jak najbardziej smaczne, w końcu robione ze szczyptą weny i bez pośpiechu ;) przegryza się w nich smak słodkich ziemniaków ze słonymi przyprawami, co daje świetny efekt smakowy. jeśli natraficie kiedyś na bataty, kupujcie! i koniecznie nie chowajcie ich w czeluściach lodówki czy szafek, czy zakopane pod innymi warzywami. po prostu zabierzcie się za gotowanie. na pewno będzie się opłacać! 



placki z batatów ze szpinakiem
(ok. 12 sztuk)

- 0,5 kg batatów
- szklanka umytego szpinaku
- 3 łyżki zmielonego lnu + łyżka wody (wersja niewegańska: 1 jajko)
- 1 łyżka oliwy z oliwek
- pół łyżeczki niesłodkiej papryki w proszku / lub czubrycy czerwonej
- sól i pieprz do smaku

mielony len połączyć z wodą i odstawić na bok (powinien zrobić się bardzo gęsty)
bataty zmielić, tak jak przy zwykłych plackach ziemniaczanych. szpinak pokroić na trochę mniejsze części, dodać do ziemniaków z oliwą z oliwek i przyprawami. na koniec dodać len. 
na patelni rozgrzać trochę tłuszczu, smażyć niewielkie placki z obu stron po kilka minut.
smacznego.


akcja:
Wegetariański obiad III

niedziela, 22 czerwca 2014

truskawkowa pinacolada



słodkość. lekkość. orzeźwienie. lato w pełni smaków, oby i w życiu.

truskawkowa pinacolada
(1 porcja)

szklanka truskawek
3 krążki ananasa z puszki
pół szklanki soku z ananasa z puszki
1 czubata łyżka wiórków kokosowych

wszystkie składniki wrzucić do blendera i zblenderować na gładkie smoothie. 
przelać, włożyć rurkę i cieszyć się słodyczą. 
smacznego!



akcja:
Letnie Orzeźwienie 2014

wtorek, 17 czerwca 2014

Chiny w domu - tofu w sosie słodko-kwaśnym

jakie jest Wasze ulubione danie chińskiej restauracji? moje to tofu w sosie słodko-kwaśnym z warzywami albo sajgonki, niepodważalnie! żałuję, że w moim mieście zlikwidowali najlepszą restaurację z przysmakami Azji, jaka tu była, zostawiając same mini-bary. to już nie to samo. bywając często w rozjazdach wstępuję do "Chińczyka" i zamawiam swoje ulubione danie. tym razem Chiny w odwiedzinach we własnym domu, na szybki sposób, gdy dni biegną za szybko, żeby marnować je na siedzenie w oparach kuchni. tak, tak, to wakacje!


tofu w sosie słodko-kwaśnym z warzywami
(2 porcje)

1 paczka warzyw na patelnię (koniecznie z marchewką i papryką, kupuję w Biedronce) (400g)
pół kostki tofu
1 sztuka pomidorów z puszki
2 łyżki kukurydzy (jeśli nie było jej w paczce warzyw na patelnię)
5 pieczarek
2 krążki ananasa z puszki + trochę soku
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżka syropu daktylowego (lub cukru trzcinowego)
1 łyżeczka sosu sojowego
pół łyżki mąki ziemniaczanej
przyprawa kuchni chińskiej
sól i pieprz do smaku

warzywa wcześniej rozmrozić, wrzucić na patelnię dodać kukurydzę, pokrojonego na mniejsze części ananasa i pieczarki. zalać wszystko pomidorami z puszki i gotować przez ok. 5 minut, dodać sok z cytryny, sok z ananasa, syrop daktylowy, sos sojowy i przyprawy do smaku. odlać łyżką trochę powstałego sosu pomidorowego i wymieszać go z mąką ziemniaczaną, po czym wlać na patelnię i cały czas mieszać warzywa aż sos zgęstnieje. tofu pokroić w kostkę, osobno podsmażyć i na koniec dodać do warzyw, lekko wymieszać. podawałam z ryżem i surówką.
smacznego.



akcja:

Wegetariański obiad III

niedziela, 27 kwietnia 2014

wiosno witamy. i kremowy duet cebuli z marchewką

wiosno, cześć ci! zamiast jechać autobusem wybieram godzinny spacer lub przejażdżkę rowerem. włosy schną mi na wietrze wiosny, słońce budzi blaskiem o (za)wczesnym poranku. ostatnio miałam życie pełne chwil utkanych z pasji i miłości. spadając na ziemię, mam życie na wariackich papierach, zmartwienie w oczach i kilka dat wyznaczające z dobrą połowę drogi ku największym marzeniom. nie ma czasu na siedzenie w kuchni, długie gotowanie, przesiąkanie gorącą parą z garnków. przyznam też, że troszkę mi się nie chce, bo skoro wiosnę witamy, to czas spędzamy na dworze lub w oknie. ale dzięki temu mam dla wiecznie zabieganych, dla leniuchów i tych co nie lubią gotować, i tych co cenią sobie prostotę - przepisy na middle-fast food. żeby nie powiedzieć fast, bo w końcu wejście do KFC, zamówienie i odebranie jedzenia jest fast (w dodatku niezdrowe fast) więc pół godzinny obiad (w połowie robiący się sam) fastem w dzisiejszym świecie nie jest.


czas na pomarańczową modyfikację francuskich klimatów zupnych kremów. pamiętacie zupę krem cebulową? to zapraszam na jej wersję w pomarańczowych kolorach!

zupa krem cebulowa 
z marchewką

- 0,5 kg cebuli
- 250g marchewki

- 1-1,5 litra wody

- 2 ząbki czosnku
- 5 łyżek oliwy z oliwek
- łyżeczka tymianku, 1/3 łyżeczki pieprzu i gałki muszkatołowej, oraz sól do smaku


marchewkę obrać, zalać litrem wody, dodać przyprawy i gotować do miękkości (jeśli posiadasz, warto też dodać przyprawę tzw. "jarzynkę", czyli suszoną włoszczyznę, ilość - 1 czubata łyżka)

cebulę obrać i pokroić w kostkę, dusić na oliwie z oliwek aż się zarumienieni. (można ją spokojnie zostawić samą sobie i tylko co jakiś czas przemieszać. ważne jest to aby dusić cebulę na małym ogniu, dzięki temu zyska na smaku pełnym aromatu,  podganiania cebula będzie się podpalać, a to nada jej posmaku goryczy.) pod koniec smażenia dodać do cebuli rozgnieciony czosnek  i smażyć ostatnie 3 minuty.

do marchewki dodać cebulę, po czym  całość zblenderować na gładki krem. ewentualnie mocniej doprawić lub dolać więcej wody jeżeli zupa będzie za gęsta.


warto podawać z poszatkowaną pietruszką i startym serem.




czwartek, 17 kwietnia 2014

wegański pasztet jaglany!


Alicja (z bloga WeganNerd) ma rację. pasztet to takie fajne słowo. zabawne, urocze i takie fikuśne. samo słowo ani trochę nie kojarzy mi się z tłustym, mięsnym smarowidłem na kanapkę. już bardziej z czymś lekkim, łagodnym i przyjemnym. a taki właśnie jest wegański pasztet z kaszy jaglanej. bez dodatku jajek i tłuszczy zwierzęcych, same naturalne i bardzo zdrowe składniki. kasza jaglana, cebula, oliwa z oliwek, mieszanka ziołowych przypraw to małe zbiorowisko sprzyjających i nieobciążających, dla naszego organizmu, elementów. to mój debiut jeśli chodzi o taki wypiek, pasztet wyszedł delikatny i troszkę mi się kruszył, ale smak rekompensuje te małe niedogodności więc mimo wszystko ogromnie polecam.
a przy okazji udowadniamy, że wegetariańska, a tym bardziej wegańska kanapka nie musi być nudna i jedzona w kółko z serem i pomidorem, a w wersji wegańskie to nawet bez sera. niszczymy głupie przesądy o wegetarianizmie i udowadniamy jak zdrowo, oryginalnie i smacznie możemy zjeść! 



pasztet jaglany z cebulą
(keksówka o długości 22cm)

- 3 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej (około 1,5 szklanki suchej)
- 1 cebula + 1 cebula
- 4 łyżki oliwy z oliwek + 2 łyżki do smażenia
- 2 łyżeczki majeranku
- 1 łyżeczka tymianku
- 2-3 łyżki sosu sojowego
- sól i pieprz do smaku

kaszę zalać wrzątkiem, odcedzić i gotować według przepisu na opakowaniu. w tym czasie bardzo drobno pokroić jedną cebulą i podsmażyć ją na oliwie z oliwek. pod koniec, do cebuli dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i smażyć ostatnią minutę. ugotowaną kaszę przełożyć do miski, połączyć z cebulą, sosem sojowym, oliwą z oliwek oraz przyprawami. spróbować i w razie czego doprawić. połowę masy przełożyć do blaszki, następnie przekroić cebulę wzdłuż na 2-3 części i położyć na pierwszej warstwie pasztetu. lekko docisnąć i nałożyć drugą warstwę, tak aby przykryła całkowicie cebulę.
piec w 180*C przez 1 godzinę, studzić na kratce.

smacznego!


akcje kulinarne:

wtorek, 18 marca 2014

indyjske spaghetti z pieczoną cukinią i tofu


skoro ostatnio była mowa o mojej skromnej miłości do sałatek, to pozostając w temacie warzyw - jestem miłośniczką ich pieczonej wersji. i nie tylko jeśli chodzi o warzywa, ale mowa tu o wielu rzeczach. uważam, że pieczenie wysnuwa z potraw wszystko to co w nich najlepsze. zetknęłam się z wieloma sytuacjami, gdzie osoby nie lubiące surowej lub np ugotowanej wersji jakiegoś produktu, w pieczonej wersji zakochały się. z pieczeniem jest jak ze smażeniem, tylko o wiele zdrowiej. ale nikt mi nie powie, że nie uwielbia odsmażanego jedzenia bardziej niż przed zabiegiem odsmażenia. np odsmażane pierogi, albo makaron? albo warzywa, frytki, placki? ja jestem jednak za zdrowszymi wersjami i chociaż indyjska kuchnia zazwyczaj opiera się na smażeniu to moja zamiana nie powoduje utraty indyjskiego klimatu, a dodatkowo dzięki połączeniom smakowym owe danie jest mieszanką kilku wspaniałych kuchni. indyjskiej, zwłaszcza ze względu na mieszankę przypraw, włoskiej, bo makaron i wegańskiej, bo nie ma tu nic pochodzenia roślinnego.



indyjskie spaghetti z pieczoną cukinią i pieczonym tofu
(3 porcje)

- 2 cukinie
- 2 małe cebule
- kostka tofu wędzonego (160g)
- 2 puszki pomidorów
- 3/4 szklanki passaty pomidorowej
- 4 ząbki czosnku
- łyżka oliwy z oliwek
- 4 łyżki suszonych pomidorów
- 1/4 łyżeczki imbiru
- 1/4 łyżeczki cynamonu
- 1/2 łyżeczki kurkumy
- 1/2 łyżeczki słodkiej papryki
- szczypta cukru brązowego
- sól i pieprz do smaku

- makaron (ilość według uznania)

przygotować blachę do pieczenia, czyli wyłożyć ją papierem od pieczenia lub lekko natłuścić, a piekarnik nagrzać do 200*C. 
cukinię umyć i pokroić w plasterki (jeśli jest dosyć gruba to na połówki plasterków), cebulę i tofu pokroić na mniejsze części, wymieszać wszystko na blaszce. wyciśnięty przez praskę czosnek zmieszać z łyżką oliwy z oliwek i natrzeć tym wierzchnie warzywa oraz lekko je osolić. piec przez 40 minut, w między czasie pomieszać kilka razy. warzywa i tofu powinny się mocno zarumienić.
następnie przygotować sos pomidorowy - do garnuszka wlać pomidory z puszki, passatę i suszone pomidory, przyprawić i poczekać na warzywa. kiedy już będą gotowe, przełożyć je od razu do sosu pomidorowego. postawić na gaz i gotować tak aby wszystko było gorące.
w między czasie gotować makaron al dente.
nakładać na talerze najpierw makaron, potem sos i lekko rozmieszać.

smacznego!


Fusion  w kolorach #omnomnom


środa, 29 stycznia 2014

pasta z tofu i pieczonych warzyw

czasem (zgrozo, gdyby tylko czasem!) nie zajmując się nauką w żadnym stopniu, miewając lenia i niechęć do świata, lecę do kuchni i porywam wyobraźnię w smakowe krainy do kuchennych szafek i lodówki. może produkt X połączę z produktem Z, może zrobię coś słodkiego, może wytrawnego, ale z drugiej strony produkt Y już za długo prosi się o zużycie i należałoby się nim zaopiekować. jeszcze kilka zrywków myśli i tak bez planów i dużych zakupów tworzy się najpyszniejsze smaki w swojej kuchni.
z dzisiejszą pastą było tak samo. a pasta ta nie byle jaka, bo w całości roślinna, aromatyczna i na pewno urozmaicająca każdą kanapkę. bo tofu zakupione w dużej ilości nie zeszło mi całe i już znaki dawało o swym terminie ważności, a warzywa w domu mam nieustannie, a robot kuchenny również zawsze skory jest mi pomóc. czyli podsumowując - wymarzona ekipa i pomysł jest, czas start!


pasta z tofu i pieczonych warzyw
(przepis własny)
(1 słoiczek)

- kostka naturalnego tofu (180g)
- 2 pomidory (ok. 200g)
- 1 papryka (ok. 200g, ważona z całym środkiem)
- 4 marchewki (ok. 300g)
- pół łyżeczki/łyżeczka czubrycy czerwonej (zależnie od preferencji ostrości)
- sól i pieprz do smaku

rozgrzać piekarnik do 200*C. marchew obrać i podgotować przez 7-10 minut w wodzie, po tym czasie pokroić ją razem z pomidorem i papryką (pozbywając się białych części) na ćwiartki. 
blaszkę skropić oliwą z oliwek (dowolnym olejem), ułożyć na niej warzywa i piec przez 25-30 minut. po tym czasie warzywa ostudzić, a kiedy nie będą już gorące zabrać się za pokruszenie tofu, wymieszać go z warzywami i zblendować wszystko na gładką masę. na koniec mocno doprawić. jeśli lubisz mocno ostre smaki, możesz dodać 1/4 łyżeczki papryczki jalapeno (pamiętaj jednak, że nadaje ona bardzo dużo ostrości)
smacznego!

wtorek, 24 grudnia 2013

murzynki dwa: klasyczny i wegański-dietetyczny

to już dziś wigilia, dwa dni świąt, kilka dni wolnego i nowy rok. ani trochę się nie cieszę.
chociaż udane wypieki umieją poprawiać humor. murzynek jest u mnie tradycją na święta, piekłam go zawsze z Mamą od najmłodszych lat, kiedy jeszcze rękami ledwo dosięgałam do garnka stojącego na gazie, w którym trzeba było początkowe składniki mieszać, by nie robiły się grudki. wspomagałam się krzesłem, potem miksowała resztą składników, a Mama odpowiedzialna była za ich proporcje. potem tylko co kilka minut bieganie do piekarnika i patrzenie jak ciasto rośnie i rośnie. "ja też chciałabym tak rosnąć", myślałam. w tym roku mam dla Was dwa murzynki, ten klasyczny pochodzący z dawnych lat i wegański, a zarazem dietetyczny, równie pyszny i obłędnie czekoladowy. jest trochę bardziej wilgotny oraz mocniej kakaowo-gorzki niż kakaowo-słodki, co dla mnie idzie na ogromny plus tego ciasta, ale jeśli nie przepadacie za mocno gorzką czekoladą dodajcie trochę więcej cukru.



wegański-dietetyczny MURZYNEK
(inspiracja: jadłonomia.com)
(1 mała keksówka)

- 2 dojrzałe banany
- 1 i 1/3 szklanki mąki (dałam 1 szklankę pszennej i 1/3 szklanki pszennej razowej)
- 1/3 szklanki prawdziwego kakao
- 1/3 szklanki oleju rzepakowego
- 1/3 szklanki cukru trzcinowego
- 1/3 szklanki mleka sojowego
- pół tabliczki dobrej gorzkiej czekolady (50g)

+ polewa: pół tabliczki gorzkiej czekolady (użyłam takiej z orzechami) (50g), łyżka mleka sojowego

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. 
Czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w mikrofali. Do rozpuszczonej czekolady dodajemy olej, cukier i dokładnie mieszamy. Następnie dodajemy mleko oraz bananowe puree i wszystko mieszamy na gładką masę. 
W mniejszej misce łączymy mąkę, kakao, proszek do pieczenia i sól. Dodajemy suche składniki do mokrych i mieszamy aż do uzyskania gładkiej masy (będzie ona dosyć gęsta), którą przekładamy do małej keksówki wyłożonej papierem do pieczenia.
Ciasto wsuwamy do piekarnika i pieczemy przez 35-40 minut. Na końcu pieczenia sprawdzamy wykałaczką czy ciasto nie jest mokre w środku, jeśli jest możemy zostawić je na 3-5 minut dłużej. Po upieczeniu studzimy na kratce, a w międzyczasie przygotowujemy polewę. Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej lub w mikrofali, następnie łączymy z mlekiem. Polewę rozsmarowujemy na ostudzonym murzynku, a kiedy zastygnie delikatnie kroimy i zajadamy (najlepiej przy kubku gorącego mleka lub ulubionej kawy).

akcje:

 ***
właśnie się zorientowałam, że murzynek powędrował na konkurs jako mazurek. kill me, please. w razie czego murzynek przecież może też udawać mazurka, prawda? 

***
przepis na klasyczny murzynek TUTAJ

***
życzę Wam dużo radości, rodzinnej atmosfery i pyszności na stole. i niech pod choinką czekają na Was wymarzone prezenty.

czwartek, 26 września 2013

marchewkowo-(podwójnie)kokosowa owsianka

nadal w temacie tego, jak to pokochałam kokosowe smaki.
a owsianki mogę jeść codziennie i nigdy mi się nie znudzą. przyznaję, jestem owsiankożercą! i może to już prawie uzależnienie. ale takie zdrowe, nie nudne, które nawet warto mieć.

marchewkowo-(podwójnie)kokosowa owsianka
(przepis własny)
(1 porcja)

4 czubate łyżki płatków owsianych 
2 łyżeczki wiórków kokosowych
2/3 szklanki mleczka kokosowego
2 małe marchewki

płatki owsiane mieszany z wiórkami kokosowymi i zalewamy wrzątkiem do poziomu składników. 
marchewkę ścieramy drobno na tarce, dorzucamy do płatków, zalewamy mleczkiem kokosowym. gotujemy do gorąca i do pożądanej konsystencji co jakiś czas mieszając. do ugotowanej owsianki, już w miseczce, możemy dolać jeszcze trochę mleczka.
opcjonalnie możemy dosłodzić miodem lub syropem klonowym.


miłego (mocno) deszczowego dnia ;)